Your search results

Boom na rynku nieruchomości. Czy grozi nam bańka spekulacyjna?

Napisane przez Paulina Iwicka dnia 9 marca 2018
| 0

Nieruchomości sprzedają się jak świeże bułeczki. Ochoczo kupujemy mieszkania, domy, coraz więcej transakcji odbywa się z pomocą gotówki, choć i kredyty cieszą się rekordową popularnością – temu wszystkiemu towarzyszy wzrost cen, co budzi przypuszczenia, że mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Jak jest naprawdę? Czy mamy powody do zmartwień?

Czym jest wspomniana bańka? Zgodnie z definicją jaką możemy przeczytać w bazie wiedzy, na stronie internetowej Narodowego Banku Polskiego, bańka spekulacyjna to:

“samonapędzający się proces niezrównoważonego wzrostu cen dóbr na rynku. Często związany z „nadaktywnością rynkową”, która ma charakter przejściowy. Po okresie stosunkowo szybkiego wzrostu cen dóbr następuje gwałtowny ich spadek, często nazywany „pęknięciem bańki” (krachem), co najczęściej związane jest z radykalnym spadkiem wartości zasobów wielu inwestorów”.

Czy w odniesieniu do rynku nieruchomości w Polsce, możemy obawiać się speculative bubble?

Deweloperzy budują, a klienci kupują!

Z jednym musimy się zgodzić. Dynamika wzrostów na nieruchomościach jest zadziwiająca. Według danych opublikowanych przez firmę REAS – sprzedaż na rynku pierwotnym, tylko w 6 największych miastach Polski, rosła w tempie prawie 19% rocznie, a w całym 2017 roku deweloperzy sprzedali 73.000 mieszkań! Jednak odnosząc te sytuację do powyższej definicji gorączki spekulacyjnej, to trudno mówić o rynkowej nadaktywności.

Dynamika wzrostu sprzedaży nowych mieszkań to przede wszystkim efekt poprawiającej się sytuacji gospodarczej w kraju, coraz lepszej kondycji finansowej Polaków oraz wciąż bardzo dużego deficytu, jeśli chodzi o własne cztery kąty wśród społeczeństwa.

Czy taka dynamika wzrostu sprzedaży ma charakter przejściowy? Z pewnością tak jednak, aby być uczciwym, należy podkreślić, że ten przejściowy czas trwa już…..trzeci rok. I wiele wskazuje na to, że cały rok 2018 będzie podobny do poprzednich. Dlaczego?

Otóż coraz lepiej zarabiamy, dzięki czemu stać nas na wiele rzeczy, które kiedyś były poza naszym zasięgiem. Chodzi tutaj również o wymarzone własne M, na które wcześniej albo brakowało pieniędzy albo mieliśmy trudności w uzyskaniu zdolności kredytowej. Tutaj również w odniesieniu do kredytów, mamy wyjątkowo dobrą sytuację dla kredytobiorców – bowiem wciąż niskie stopy procentowe, wspierają popyt na rynku pierwotnym, dzięki czemu zyski deweloperów szybują do góry.

Czy dynamika wzrostu cen może być niepokojąca?

Wszelkie pojawiające się informacje, które dotyczą niebezpieczeństwa, jakie dla sektora nieruchomości i całej gospodarki ma nieść rzekomy wzrost cen, w stosunku do nowych mieszkań, są zdecydowanie mocno przesadzone. Wszystko dlatego, że zjawisko jest konsekwencją wydarzeń, z jakimi mamy do czynienia zarówno, w samym sektorze nieruchomości, jak i całej gospodarce.

Dlaczego ceny nieruchomości rosną?

Pierwszym bezpośrednim powodem wzrostu cen mieszkań są w głównej mierze grunty, a przede wszystkim ich rosnąca cena i spadająca dostępność. Deweloperzy coraz więcej płacą za atrakcyjne działki w największych polskich miastach, mając przy tym coraz mniejszy wybór.

Wpływ na to miała duża aktywność podmiotów kupujących grunty, ale też zmiany i decyzje sektora państwowego. Ponadto część działek została zabezpieczona w ramach programu Mieszkanie Plus, a państwowe spółki, np. PKP, rzadziej niż miało to miejsce jeszcze 2 lata temu, wystawia do przetargu atrakcyjne grunty w dobrych lokalizacjach.

Drugim powodem jest paradoksalnie niskie bezrobocie, które dotyka w główniej mierze podwykonawców świadczących usługi dla deweloperów. Najlepszym przykładem mogą tu być generalni wykonawcy (czyli firmy faktycznie realizujące budowę), którzy już od ponad kilkunastu miesięcy, mają ogromne problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Dążąc do ich zatrudnienia, niejednokrotnie muszą być konkurencyjni, co bezpośrednio przekłada się na wyższą cenę, jaką inwestor musi zapłacić za współpracę.

Wszystko to oddziałuje na klientów rynku nieruchomości (sprawa, głównie tyczy się rynku pierwotnego), którzy muszą więcej płacić za metr kwadratowy mieszkania, w dobrej lokalizacji. Według danych REAS jego średnia cena wzrosła o 6,1%.

Ku dobrej drodze

Mimo rosnących cen mieszkań, nadal są one niższe niż w 2008 roku, co w zestawieniu ze znacznie lepszą sytuacją polskich gospodarstw domowych i dynamiki sprzedaży nowych lokali – nie powinno nikogo dziwić, a tym bardziej martwić.

Nie musimy obawiać się też nagłego załamania na rynku nieruchomości. Bowiem ceny z dnia na dzień nie spadną – oferty deweloperów mają zbyt szeroki wachlarz cenowy, skierowany do różnych grup klientów. Ponadto stabilnie przedstawia się struktura finansowania – prawie połowa Polaków w 2017 roku, kupiła mieszkanie za gotówkę, z czego wiele na cele inwestycyjne. Kredyty również są o wiele bezpieczniejsze niż jeszcze kilka lat temu – choćby ze względu na wysokość stop procentowych.

Zabezpieczeniem jest również nasz system bankowy, który daje gwarancję, że nie będziemy mieli do czynienia z krachem na nieruchomościach, z jakim mieliśmy do czynienia w Stanach Zjednoczonych, u progu globalnego kryzysu finansowego.

Odpowiadając więc na postawione w tytule pytanie – bańki spekulacyjnej w nieruchomościach na pewno nie mamy. Oczywiście spekulanci na rynku się zdarzają, jednak należą oni do odosobnionych przypadków. Sytuacja całego sektora jest stabilna. Nie zmienia to jednak faktu, że deweloperzy stoją przed sporym wyzwaniem pogodzenia swoich ambitnych celów sprzedażowych i rozwojowych z warunkami, jakie stwarza otoczenie gospodarcze i podejmowane przez polityków decyzje.


Marzysz o wielkim “boom” w swoim życiu? Jesteś gotowy na zmiany? Zachęcamy do zajrzenia na naszą stronę tgdproperty.pl, pełną nowoczesnych nieruchomości z Trójmiasta i okolic lub do kontaktu telefonicznego +48 577 833 400 – nasi agenci czekają!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.